środa, 12 września 2012

Podróż w okolice Paryża, sierpień 2012, cz. II czyli Vaux le Vicomte i okolice

Ten obiekt nam polecono jako wart zwiedzania "dla ogrodów i jako przykład pałacu, który wzbudził taką zazdrość Ludwika XIV, że właściciel znalazł się w Bastylii, a pałac przeszedł na własność króla".
Wyruszyliśmy z kempingu już po południu, zwiedzanie rozpoczęliśmy niezbyt wcześnie, ale nie jest to problem - ostatni zwiedzający mogą wejść o godzinie 18.00.
Wszyscy zwiedzający płacą tu za bilety (we Francji wiele muzeów jest bezpłatnych dla obywateli UE, w wieku do 26 lat), dostępny jest bilet rodzinny.
Pałac został zbudowany w II połowie XVII wieku, dla Nicolasa Fouqeta, nadintendenta królewskich finansów. Przy budowie całego zespołu  pracowali Louis Le Vau - architekt, Charles Le Brun - wystrój wnętrz i Andre Le Nostre - ogrody. Ci sami artyści pracowali później przy budowie i wystroju m.in. Wersalu.
Przy zwiedzaniu pałacu i ogrodów widać spójność i jednorodność całego obiektu - założenie ogrodowe powstało jednocześnie z projektem pałacu,a warunki naturalne zostały znakomicie wykorzystane.
W pałacowych stajniach można podziwiać wspaniałą kolekcję powozów, karet i innych pojazdów, do których zaprzęgano konie. Zachwyca jej różnorodność i stan wszystkich obiektów.
Pałac prezentuje się wspaniale zarówno od frontu,
 jak i od ogrodów,
a także widziany z boku.
Wnętrza są udostępnione zwiedzającym i choć nie zachowało się oryginalne umeblowanie z czasów Ludwika XIV to późniejsi właściciele pałacu dołożyli starań by odtworzyć umeblowanie z tego czasu.
Sypialnia, bogato zdobiona arrasami, z łożem z baldachimem - poza pięknym wyglądem miało to również znaczenie praktyczne - w pałacu było chłodno i baldachim chronił przed chłodem.
Jadalnia - to zasiadali najznamienitsi przedstawiciele XVII i XVIII-wiecznej Francji. Widoczne w tle tańczące postacie to multimedialna prezentacja, której towarzyszą melodie dworskich tańców.
Bogactwo widoczne na każdym kroku, a wszystko świetnie utrzymane.
Kolekcja form do bab i innych deserów może zaimponować każdej pani domu.
W podziemiach ciekawa prezentacja multimedialna dotycząca założenia ogrodowego - oczywiście w języku francuskim, ale z angielskimi napisami.
Powyżej ogrody widziane z pałacowego okna. Rozmiary mają tak imponujące, że  do ich zwiedzania można wypożyczyć meleks na 45 minut za 15 euro (zabiera do 5 osób dorosłych). My zażyliśmy porządnego spaceru - poprzeczny kanał ma około 1 km długości, a obeszliśmy go dookoła.
Widok na pałac i ogrody z tarasu, za poprzecznym kanałem.
Lwy dekorujące ten taras.
 Jaszczurka wygrzewająca się na ogrodowych murach.
 Ogrodowe rabaty - wspaniała kompozycja kształtów, barw i zapachów.
I jeszcze ostatni rzut oka na pałac.
W naszych planach na Vaux przewidziałam cały, ale w pałacu zobaczyliśmy mapę okolicy z zaznaczonymi obiektami wartymi obejrzenia.
Postanowiliśmy w drodze powrotnej przejechać obok Blandy les Tours (zamek) i zajrzeć do Champeaux (kolegiata). Gdy dojechaliśmy zamek był już zamknięty.
 Z minionej świetności zostały mury i baszty. 
Całość otacza lokalna droga i domy mieszkalne Blandy les Tours - jakby zamek znajdował się na rynku. Jest też świetna piekarnia - pain au chocolat (bułeczki z czekoladą) bardzo zwiększyły naszą ciekawość świata, a było po co. 
Kolegiata w Champeaux, zbudowana w latach 1160-1315 - cóż to w końcu Francja, co krok jakiś romański zabytek.
Ku naszemu zaskoczeniu kościół był otwarty, choć w okolicy nie było żywego ducha, a godzina robiła się powoli wieczorna.
Wnętrze zaskakująco świetliste, bardzo nastrojowe.
I witraż, w oknie frontowej elewacji.
Wspaniałym elementem wyposażenia są drewniane stalle z 1522 roku.







Podziw budzą rzeźby dekorujące wszystkie siedzenia - pod każdym inna scena.
Wszystkie są wykonane z masywu drewnianego, o grubości około 30 cm.
Zwieńczenie stalli też jest wspaniałe.
A to figurka znajdująca się pomiędzy siedzeniami - niestety większość tych figurek jest bardzo zniszczona, ale przecież mają prawie 500 lat!
Ten dzień, był jednym z bardziej udanych - to nic, że byliśmy zmęczeni, bogactwo wrażeń przewyższało znacznie zmęczenie.
Uwielbiam jeździć do Francji, właśnie dla takich małych, niepozornych obiektów, których setki kryje francuska prowincja.
Większości z nich nie ma w polskich przewodnikach, ale informacje o nich można znaleźć w lokalnych Office de Tourisme (informacjach turystycznych), a także na drogowskazach. Mają jeszcze jedną ogromną zaletę - zazwyczaj czas płynie tu sennie i nie ma tłumów turystów.

2 komentarze:

  1. Wow świetne sprawozdanie!!!Aż od razu chce się wyskoczyć pozwiedzać!!!!:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.