Zużyłam prawie cały 1 motek czyli około 32 dkg włóczki, druty nr 4,5. Plasterek jest spory - długość na plecach to ponad 80 cm.
I kolejna rzecz z listy gotowa, w planach jeszcze jeden motek tej włóczki - tym razem w czerwieniach.
Skończyłam jeszcze jedną pozycję z listy - zaczęty na początku lata szalo-sweter, inspirowany książką Nicky Epstein "Knitting a Kiss in Every Stitch".
Wzór wykombinowałam sama - na plecach 11 raportów, a przody po 5. Nie ustrzegłam się drobnych błędów we wzorze, ale to w końcu ręczna robota.
Na zdjęciu całość wygląda trochę niezgrabnie, ale na figurze układa się nieźle i znakomicie grzeje. Siedzę teraz w tym wdzianku na nieco chłodnym strychu i już czuję, że się z nim zaprzyjaźniłam na chłodne dni. Zużyłam 65 dkg włóczki, druty nr 3,75. Włóczka to 100% wełna merino, włoskiej produkcji, kupiona w uroczym sklepiku w Lucce. Właściwie nie umiem wyjaśnić dlaczego wybrałam taki kolor, ale polubiłam go w trakcie pracy. Wełna jest znakomita w robocie, a dzianina super elastyczna i ciepła.
A na liście już tylko 5 pozycji czyli mniej niż połowa!!!
I jeszcze drobiazgi, w tak zwanym międzyczasie.
Druga czapka ślimakowa - na zamówienie najmłodszej latorośli, w nieco mniejszym rozmiarze niż moja.
I szaliko-chusta na prezent, na motywach z Garnstudio, opracowanie własne. Włóczka to Ranco Multy - miałam 2 motki, ale znacznie różniące się odcieniem, więc musiałam wykombinować coś z jednego, a drugi na razie czeka. Zużycie włóczki 8-9 dkg, druty nr 4.
Udało się końcu rozpocząć sezon w FIlharmonii Narodowej - pierwszy koncert odpuściliśmy ze wzgledów zdrowotnych. W ostatni czwartek byliśmy na koncercie kwartetu smyczkowego Dafo, z Krakowa. W programie Mozart, Schulhoff i Szostakowicz, a na bis Penderecki. Bardzo udany wieczór, chociaż Pendereckiego nie rozumiem. Na szczęście utwór był krótki, a wykonawczynie dobrze się przy jego wykonaniu bawiły. Najmłodsza pociecha (niecałe 5 lat) zachowywała się całkiem znośnie, choć pod koniec była umęczona niemiłosiernie.


