sobota, 9 marca 2013

Nadal kwadratowo

Zauroczenie entrelakiem nie ustaje. Tym razem zaczęłam od prucia kompletu z Noro Taiyo. Kompletu nie założyłam ani razu więc nie było mi szkoda, a włóczka prosiła się o nowy pomysł. To wcale nie jest poduszka (też będzie, ale za chwilę), a tylko kolejna tunika.
Robiona od góry, w jednym kawałku. Nabrałam oczka metodą provisional cast on - na końcu dorobiłam wąską plisę i zamknęłam oczka nieco ściślej z tyłu niż z przodu dekoltu. 
Zaczęłam od 16 kwadratów: 8 na 3 oczkach z tyłu i 8 na 4 oczkach z przodu (aby dekolt się dobrze układał). W każdym okrążeniu kwadraty powiększałam o 1 oczko, z wyjątkiem 2 okrążenia, gdzie powiększyłam tylko kwadraty tyłu, żeby wyrównać przód i tył. 
W 6 okrążeniu kwadraty na 8 oczkach. W następnym okrążeniu oddzieliłam korpus i rękawy. ( korpus 5 kwadratów przodu i 5 tyłu, rękawy po 3 kwadraty - w 9 okrążeniu przerobione tylko zamykające trójkąty). Pod pachami dodałam po 1 trójkącie na 8 oczkach - korpus jest dalej przerabiany na 12 kwadratach.
W ostatnim okrążeni kwadraty zmniejszyłam o 1 oczko - trójkąty brzegowe są na 7 oczkach, a i tak brzeg jest luźny - chyba wykończę go jeszcze oczkami rakowymi.
A tu pełna paleta barw Noro Taiyo - nieco oszałamiająca, ale patrząc za okno na poprawę samopoczucia przyda się coś naprawdę kolorowego.
Układ kolorów - powyżej widoczny tył - jest zupełnie inny z przodu i z tyłu gotowej dzianiny, ale tak to już w entrelaku robionym na okrągło bywa.
Żeby wyrównać dzianinę zmoczyłam gotowa tunikę i wysuszyłam - chociaż gotowa dzianina była zwarta to po zmoczeniu mocno się wyciągnęła. Dołożyłam starań, żeby przybyło długości i jest co najmniej 10 cm dłuższa niż przed zmoczeniem.
Zużyłam 3 motki Noro Taiyo, druty nr 5,5.

sobota, 2 marca 2013

Tunika (entrelac) i troche sznurków na pożegnanie zimy

Entrelac w moim przypadku jest nieuleczalny - każdy projekt, każda włóczkę widzę na kwadratowo. Gdy na ravelry zobaczyłam projekt poncza wykonanego tą techniką od razu wzięłam go na warsztat. Bardzo rzadko robię coś dokładnie wg opisu - tam razem tak było, ale niestety rozczarowałam się. W pierwszym podejściu zobaczyłam, że 5 motków Lanagold nie wystarczy - zdziwiło mnie to, ale odłożyłam robótkę i domówiłam włóczkę. A powinno mi się zapalić ostrzegawcze światełko, bo po przymiarce okazało się, że rozmiary dzianiny są monstrualne. A więc prucie i rozważania jak zrobić, żeby pasowało na mnie.
Zdecydowałam się zrobić rękawy bo szeroka, ale nie oddzielona od korpusu pacha bardzo ograniczała moje ruchy. A na dole zrobiłam bardzo szeroki ściągacz.
Musiałam trochę "pomóc" układowi kolorów we włóczce, żeby kolejne rzędy kwadratów były w kontrastowych kolorach. Jasnoszarego jest zdecydowanie mniej niż granatów i grafitu. Poza tym pierwszy motek - ten użyty przy dekolcie był jaśniejszy niż wszystkie pozostałe.
W niektórych miejscach kolory ułożyły się na kwadratach w paski. W sumie zużyłam niecałe 5 motków Lanagold, druty nr 5.
I jeszcze trochę sznurków, z bardzo ciekawych włóczek, zamotanych na różne sposoby w naszyjniki. Niebieski sznurek to całkiem solidny szyjogrzej.
1. fiolety z różem i beżem to Grace Hand Dyed - miękka i cudna w dotyku,
2. zielenie z supłami to Noro Silk Garden -zaskakująco drapiąca,
3. zielenie i fiolety to Malabrigo Chunky - gruba, miękka, cieplutka
4. niebieska to Balena - grubaśna i bardzo grzejąca.

niedziela, 24 lutego 2013

Raglan w czerwieni

Zupełnie nie na temat (nie na tę porę roku).
Po prostu oznaka mojej tęsknoty za słońcem i ciepłem. 
Wiosna i lato przecież nadejdą, a wtedy będzie jak znalazł.
Włóczki zbierały się 2 lata, a może dłużej. Koncepcje wirowały jak w kalejdoskopie - szal, bluzka, chusta itd. W końcu projekt dojrzał, fiolet stracił w nim miejsce i czeka na swoją kolej.
Tym razem tunika robiona od dołu. Prułam dwukrotnie (raz pokaźnie). Pierwsze prucie było bardzo denerwujące, bo po przymiarce z dołączonymi już rękawami musiałam cofnąć się do góry ściągacza. Biłam się z myślami, że może to nie jest konieczne, ale sprułam co trzeba i to była dobra decyzja. 
Drugie prucie było związane z dekoltem. Nie lubię zbyt dużych dekoltów, ale zbyt ścisłe wykończenie też nie jest dobre. Pierwsze podejście było zbyt ścisłe, ale przeliczyłam co i jak poprawić. 
Całość opiera się na czerwonej Belli - ta włóczka sprawdziła mi się znakomicie w zrobionej w zeszłym roku bluzeczce. W ściągaczu i wykończeniu rękawów oraz dekoltu dołączyłam pomarańczową Bellę. Część gładka to połączenie Belli i cieniowanej Lonco Multy.
Zużyłam 4 motki czerwonej Belli, 2 motki pomarańczowej Belli i niecały 1 motek Lonco Multy, druty nr 4. Bardzo ciekawe jest połączenie matowej Belli i połyskującej Lonco.
Rękawy (robione od dołu) zaczęłam plisą zrobioną ryżem, a dekolt wykończyłam taką samą plisą, zamykając oczka sposobem włoskim.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Wiosna zimą czyli entrelac z Noro Sekku

Kolory Noro Sekku zachwycają mnie nieustająco, 
choć grubość cienizna nitki poraża za każdym razem równie bardzo. 
Tym razem entrelac zaczęty od turkusowego narożnika.
Na początek jeden kwadrat, potem dwa, trzy i tak aż do sześciu. 
Dalej wyrabiałam już po 6 kwadratów.
Na koniec zamykanie czyli pięć, potem cztery, trzy, dwa jeden.
Gotowe.
Kolory układają się w skośne pasy, w kolejności przerabiania kwadratów.
Uwielbiam Noro Sekku za kolory, miękkość i wspaniałą łatwość blokowania, 
ale nie cierpię za supełek w każdym motku, psujący układ kolorów.
To droga włóczka więc czemu te supełki z kolorami na bakier?
Ale i tak będę z niej robić - zapasy ledwie naruszone.
Druty nr 3,5; zużycie 1,5 motka (420 m/50g).
Wymiary szala po blokowaniu to około 45 cm na 170 cm.

sobota, 9 lutego 2013

Kwadratowo czyli entrelac zawładnął moją wyobraźnią

Cisza na moim blogu miała kilka przyczyn, powoli ustępują więc jestem.
Entrelac lubię bardzo i wracam do niego często. 
Tym razem zostałam poproszona o zrobienie bardzo kolorowego koca.
Na tym zdjęciu widać wszystkie kolory, jakie wybrałam na ten projekt.
Pomarańczowy to mieszanka bawełny i wełny ze starych zapasów, 
a wszystkie pozostałe to Nepal  Dropsa.
Kolorów Nepala jest sporo,
ale mocnych, nasyconych i jasnych już nie tak wiele.
W sumie jest osiem kolorów, każdy powtarza się dwukrotnie.
Opis koca entrelac (w skórcie):
Nabrałam 72 oczka, jako podstawę 4 trójkątów na 18 oczkach.
Przerabiałam techniką entrelac:
 1 rząd trójkąty, 
15 rzędów kwadratów, 
1 rząd trójkątów zamykających.
Całość wykończyłam listwą na 4 oczkach, ściegiem francuskim.
Zużycie 7 kolorów Nepala po około 12 dkg oraz pomarańczowy około 18 dkg (listwa).
Obliczyłam, że gdyby kwadraty były robione na 16 (zamiast na 18) oczkach to wystarczyłoby po 10 dkg każdego koloru i 15 dkg pomarańczowego.
Koc na drutach nr 5,5; listwa na drutach nr 5.
Wymiary gotowego koca - szerokość około 95 cm, długość około 190 cm.
Nie blokowałam koca - dzięki temu entrelakowy wzór jest bardziej przestrzenny.
Poza kocem również na szalu wykorzystuję entrelac. 
To Noro Sekku, w którą się zaopatrzyłam na ebayu.
Kolory jak zwykle mnie zachwycają, ale to cienizna więc do końca jeszcze daleko.
Dla zachowania równowagi w tempie przybywania robótki, 
karczek kamizelki/poncha entrelac.
Lana Gold Batik Design użyta w tym projekcie też należy do moich ulubionych włóczek,
chociaż tym razem trochę ponarzekam.
W jednej paczce (5 motków) jeden ma inne (znacząco słabsze) wybarwienie.
Tak bywa, ale zawsze jestem tym rozczarowana.
A na deser - urodzinowy tort mojej najmłodszej latorośli.
Czas leci i to już 6 urodziny.
W roli tortu murzynek z polewą z prawdziwej czekolady, 
a różyczki i szóstkę ulepiłam z gotowej masy marcepanowej.
Zapraszam - częstujcie się :-)

niedziela, 27 stycznia 2013

Zima trzyma - fiolety i zielenie

Mróz trzyma - cały dzień 10 stopni poniżej zera, śniegu całkiem sporo wiec i dzianiny odpowiednie do pory roku - ciepłe, otulające i kolorowe. 
Kamizelka-bolerko – dokładnie wg opisu dla Noviembre. Włóczka to Everest – melanżowa mieszanka akrylu i wełny, tu przerabiana na drutach nr 6. Ciekawa kolorystycznie – tu melanż żywego fioletu i granatu z nutą czekolady. 
Fason bolerka ma wielką zaletę – rozmiar jest bardzo uniwersalny. Dla mniejszej osoby kamizelka jest dłuższa i bardziej na zakładkę z przodu, dla większej jest krótsza i może być noszona jako z założenia nie zapinana. I tak plecy grzeje znakomicie.
Zużyłam jeden motek i ciut (może 10%) z  drugiego.
Z drugiego motka Everest i resztek Padisah zrobiłam komplet - czapkę i otulacz. 
Otulacz zwykłym ściągaczem - nieparzysta liczba oczek, zeszyty graftingiem - przy ściągaczu szew jest mało widoczny, ale jednak zauważalny.
Czapka ściągaczem angielskim czyli fałszywym patentem - ten ścieg daje ciekawy efekt przy robieniu na okrągło i zmianie włóczki w co drugim rzędzie.
Po jednej stronie (prawej) czapka ma te same kolory co otulacz, tylko spod spodu pojawiają się niebieskawe przebłyski.
Druga strona jest niebieskofioletowa - kolory Padisah. Tu oczka są drobniejsze, a zakończenie czapki kontrastuje bo zrobiłam je z samej Everest.
Podobny komplet zrobiłam z Merino Garden i resztek Oliwii. 
Otulacz z podwójnej nitki - dzięki temu dzianina jest bardzo mięsista i naprawdę ciepła.
Czapka - przy zakończeniu wykorzystałam doświadczenie z poprzedniej czapki. 
Po prawej stronie żywa, mocna zieleń Oliwii, a w tle melanżowe Merino Garden.
Przy zbieraniu oczek rozdzieliłam dzianinę na dwie warstwy - zieloną po prawej stronie i melanżową po lewej.
Dzięki temu czapka jest absolutnie dwustronna i można ją nosić dowolna stroną na wierzch.
Oliwia w ciekawy sposób ożywia nieco monotonną kolorystykę Merino Garden.